Strona GŁÓWNA
menu ŚWIAT


Wyprawy Małego Podróżnika: TURCJA - jesień 2012




Dzień 16 - Ponownie Nemrut Dagi, Grota Abrahama i Święte Ryby...

Zastanawiałem się wczoraj czy warto się kłaść spać ale po podłączeniu dysków do backup'u i wciśnięciu PLAY organizm stwierdził, że jak na dziś to wystarczy i się wyłączył - zasnąłem... Wcześniej Ania nastawiła wszystkie nasze czasometry na... 3 rano... Co za koszmar! Ja się na tej wyprawie nigdy nie wyśpię.

Ponieważ zachód był na Nemrut Dagi spektakularny to liczymy, że wschód też będzie piękny. Ponadto, król Antioch, nie po to wybudował taras zachodni i wschodni, żeby tylko na jednym robić zdjęcia...[ ;-) ]. Pobudka straszna, dobrze, że nie muszę prowadzić samochodu. Chłopcom wschód słońca oszczędzimy. Niech mają chwilę spokoju od rodziców i... tablet do grania jak się obudzą...

Noc głucha. Nasz kierowca czuje chyba to co my. Powoli ruszamy rozpędzając się kiedy światła miasta zostają za nami. Drogę znamy. Dwa skrzyżowania, dwie wioski, brama parku narodowego i samochód męczy się na podjeździe... Odmawiamy herbatki w knajpce na parkingu obiecując wizytę jak wrócimy. Nad nami ledwie widoczny zarys góry obramowany gwiazdami świecącymi jak diody LED. Na szlaku, pod szczytem błyskają latarki - nie będziemy sami. Ktoś już idzie na górę. Za nami w dolinie widać światła dwóch samochodów. Trzeba się zbierać.

Jest rześko więc nawet nie idzie się tak ciężko jak wczoraj. Wreszcie taras wschodni. Na kamiennej scenie/tarasie wycieczka japońska i turecka wyglądająca jakby siedzieli u nas zimą na Kasprowym. Kurtki, koce, futerka, termosy,... A ja t-shirt i koszulka z krótkim rękawem rozpięta - wyglądam jakbym w lutym wylądował w Polsce prosto z Afryki nie mając ubrania na zimę. Ale mi jest dobrze - im też. Wszyscy patrzą na horyzont czekając na wschód. Nikt nie interesuje się rzeźbami więc też nikt nam nie przeszkadza w fotografowaniu. Korzystamy z ciemności i nasze oświetlacze LED'owe mają co robić.

Wreszcie jest słońce! Wschód kolorowy jak wczorajszy zachód - magia G.Nemrut działa! Tylko czasu mniej bo słońce jakoś się rano bardzo spieszy. Taras wschodni ma może mniej spektakularnie głowy ale za to przetrwały korpusy rzeźb i można się zastanowić dlaczego nie ustawiono głów na nich z powrotem. No ale może nie byłoby tak niezwykłego widoku jaki jest teraz.

Po zdjęciach schodzimy na parking. Tu obiecana herbatka. Największą chyba radość ma nasz przewodnik, że tym razem potrafimy się zachować i uszanować zwyczaje, a nie tylko pędzić dalej... Po herbatce do samochodu. Zjeżdżamy w dół po stoku i jak tylko osiągamy dolinę odchodzącą w prawo, skręcamy w nią. Nawet nie przejechaliśmy jeszcze bramy parku narodowego. Kilka razy widzimy jeszcze szczyt Namrut. Jast tak charakterystyczny i tak przyciąga wzrok...

Droga doprowadza nas do widoku na wielką dolinę ale wąską i przepaścistą. Mamy ponad kilometr w dół, prawie pionowy stok i... trzeba tam zjechać... Takie drogi jak słynna w rumuńskich Forgaszach jawią się tu jak tor do nauki jazdy na deskorolce dla przedszkolaków. Cieszę się, że nie ma z nami dzieci i mam nadzieję, że klocki hamulcowe przetrwają zjazd... Jest oczywiście droga dookoła ale trzeba by zjechać do Kahta i stamtąd wracać w góry - bez sensu. No i byłaby strata taaaaakich wudoków...

Na drodze najbardziej zdumiewa fakt, że na tej pionowej ścianie mijamy dwie wioski. Ta wyższa szczególnie zdumiewa wciśnięta w półki skalne w miejscu gdzie do naszej doliny dochodzi mniejsza i robi się troszkę miejsca na domy... troszkę... Ciekawe czy tu spada kiedyś śnieg? Jeżeli tak to na 100% nikt się tu nie dostanie ani nie wydostanie. Tak samo po deszczu bo właśnie drogowcy usiłują przebudować drogę i w części jest szuter, który po deszczu płynie błotkiem.

A dokąd to jedziemy? Śladami dzieł króla Antiocha oczywiście - do Arsemeia. W 3 wieku przed naszą erą była tu stolica królestwa i wspaniały pałac. Po pałacu za dużo, a raczej prawie nic nie zostało ale mamy za kilka ciekawostek i zagadek. Zacznijmy od ciekawostek. Znajdziemy tu stelle, na których mamy najstarsze greckie inskrypcje w Anatolii! Są tu dwa miejsca do zobaczenia podczas krótkiej wycieczki. Pierwsze to stelle i wielka grota z tunelem skalnym schodzącym do wielkiej komory, która prawdopodobnie była komorą grobową, gdzie trafiały prochy władców.

Drugie miejsce trochę powyżej i na prawo jest częściej pokazywane. To sztucznie zrobione zagłębienie w skale. Nad nim stoi słynna stella na której król Antioch I ściska dłoń Heraklesowi. Na dwóch ścianach skalnych mamy te najstarsze greckie inskrypcje i wlot kolejnego tunelu. Tym razem cytując klasyków "końca nie widać"... tzn. widać po ponad 150 metrach wędrówki. Żródła podają, że dostępne było ok. 200 metrów tunelu, a być może doprowadzał on w pobliże "nowego zamku", który jeszcze za chwilę zobaczymy dokładnie bo już nam się pokazał podczas zjazdu w dolinę.

Zziajani wracamy do samochodu i zjeżdżamy dalej w dół. Ufff... dolna brama parku narodowego i jesteśmy w szerokiej dolinie. Z prawej na niebotycznej skale "nowy zamek". Jest w konserwacji więc czujemy się zwolnieni od pakowania na górę, zresztą pięknie wygląda z dołu... Naszą niechęć do wspinaczki poza coraz późniejszą godziną i świadomością pozostawionych samych chłopców potęguje też kolejny niezwykły zabytek.

Aby go zobaczyć zjeżdżamy na szerokie rozlewisko górskiej rzeki, która wydostała się gór wysypując miliony ton kamieni na szerooooooookiieeeee koryto. Wody teraz prawie nie ma ale można sobie wyobrazić jak tu wygląda wszystko po deszczach. Przez to morze żwiru i kamieni prowadzi od niedawna nowy most, a z niego jest wspaniały widok na... most ku czci cesarza Septymiusza Severa (Chabinas Bridge lub Cendere Bridge) - drugi największy most łukowy jaki zbudowali w historii Rzymianie! Powstał ok. 200 lat p.n.e. ma 120 metrów długości i 7 szerokości. Spina dwie skały w najwęższym miejscu gdzie rzeka Cendere Cayi wydostaje się na równinę. Ma ponad 30 metrów wysokości a bloki, z których go zrobiono ważą po... 10 ton!

Wyobraźcie sobie, że do momentu wybudowania nowego mostu jeszcze kilka lat temu jeździły po nim samochody! Niezwykły jest widok z mostu. Z jednej strony mamy budzącą grozę gardziel skalną, z drugiej jakby ogromną żwirownię i płaskie jak stół, szerokie na kilometr dno rzeki z ciurkającą strugą na 10 metrów szeroką!

Jedziemy dalej! Z daleka widzimy kolejny kurhan i mamy zamiar go odwiedzić by zakończyć temat królestwa Antiocha I. Miejsce to nazywa się Karakus Tumulus i jest grobem kobiet z rodziny królewskiej Antiocha. Dojście do kurchanu bronią kolumny z lwem i orłem. Wysoki na 35m kurhan zbudował dla swojej matki Isas król Mithridates II. To już naprawdę ostatnia atrakcja poranka. Wracamy do Kahty i zastajemy chłopców w świetnych humorach... starych nie ma chata wolna... Ale czas się zbierać bo czeka nas przejazd do Sanli Urfa i jego zwiedzanie.

Po drodze zatrzymujemy się na punkcie widokowym by zobaczyć jedno z największych dzieł inżynieryjnych świata - tamę im. Ataturka. To dzięki tej tamie nie mamy dookoła pustyni ale gaje pistacjowe, pomarańczowe i pola bawełny. W Sanli Urfa zakwaterowanie, ładowanie akumulatorów, szybki lanczyk i jedziemy na starówkę zwiedzać. Dziś zobaczymy najważniejsze miejsca związane z Prorokiem Abrahamem: stawy ze świętymi rybami i jego grota. Na zachód słońca dorzucimy coś jeszcze niezwykłego...

Sanli Urfa to dawna Urfa, Ur lub Edessa. Z Edessą wiąże się powstanie Mandylionu - cudownego wizerunku twarzy Chrystusa - dla króla Abgara V. Edessa to też pierwsze miasto założone po potopie! Urfa to też wg. wielu biblijne Ur gdzie w grocie urodził się i mieszkał przez 7 lat Prorok Abraham (Ibrahim w Islamie) ukrywając się z matką przez królem Nimrodem, który rozkazał zabić wszystkich chłopców rodzących się wtedy bo przepowiednia twierdziła, iż przyjdzie na świat ten co zakończy jego panowanie.

Teraz trochę topografii. Aby dojść do głównych obiektów trzeba przejść przez park Golbasi. Park ten ciągnie się wąskim pasem między meczetem Halilur Rahman, a urwiskiem skalnym gdzie u podnóża mamy Grotę Abrahama, a na szczycie twierdzę Nimroda. Kiedy idzie się parkie zwraca uwagę gęstniejący i podekscytowany tłum gromadzący się nad długim stawem. Na jednym brzegu park, na drugim całe założenie meczetowe Halilur Rahman złocące się w zachodzącym słońcu.

Ten podekscytowany tłum skupia się jednak na tym co dzieje się w wodzie. A woda aż się gotuje od niezliczonej ilości ryb. Pielgrzymi odwiedzający to miejsce mają za zadanie nakarmić święte ryby. Są sprzedawcy specjalnej karmy, która musi bardzo rybom smakować bo jak ktoś zacznie sypać pokarm do wody to nie dość, że woda się aż mu się gotuje pod stopami, ale często widzi po kilka otwartych pyszczów nad powierzchnią wody.

W telegraficznym skrócie wyjaśnię co to za miejsce i dlaczego wszystko tu obraca się wokół Proroka Abrahama (Ibrahima). Jak wcześniej wspomniałem przepowiednia kazała zabić królowi Nimrodowi wszystkich narodzonych. Brzemienna matka ukryła się w pobliskiej grocie i mieszkała tam z synkiem 7 lat. Kiedy ten dorósł i stał się znanym prorokiem walczącym z pogańskimi bożkami znowu następuje spotkanie z królem Nimrodem. Ten po pojmaniu go skazuje Abrahama na śmierć wielce oryginalną. W dolinie pod murami zamczyska rozpalają wielki ogień. Z kolumn twierdzy powstaje wielka proca, która ma za zadanie wystrzelić Abrahama prosto w ogień. Kiedy ten jednak już dotyka płomieni Bóg zamienia je w wodę. Płonące kawały drewna zamieniają się w ryby, a otoczenie ubarwiają krzewy róż wyrosłe dzięki wodzie. Jest to jedna z wersji legendy.

Kiedy chłopcy zobaczyli co się dzieje w stawie oczywiście musieli nakarmić ryby. Kupujemy u "oficjalnych" sprzedawców po torebce karmy i karmimy ryby. Chłopcy zachwyceni. Mamy nadzieję, że zapewni im to pomyślność nie tylko w tej podróży. Tu też ostrzeżenie. Jeżeli ktoś chciałby skrzywdzić rybę ze świętego stawu natychmiast oślepnie! Po pierwszej porcji jedzonka dla rybek idziemy przejść się między zabudowaniami meczetu. Ciekawa jest koronkowa architektura chociaż masywny jak tę wielkość minaret zdradza fakt, iż być może to przebudowana dzwonnica kościoła Marii jaki był tu ok. 500 roku. Widać, że miejsce to jest rozmodlone non stop. Tu nikt nie musi zwoływać specjalnie na modlitwy - one trwają cały czas.

Lekkim skosem wędrujemy przez park w kierunku urwiska i widocznego między palmami minaretu - to Dergah, kolejny kompleks meczetów i instytucji religijnych powstałych wokół Jaskini Narodzin proroka Abrahama (Hazreti Ibrahim Halilullah). Tym razem wchodzimy jak na teren zwykłego meczetu, mijamy arkadkowy dziedziniec ze studnią do obmywania i nagle przez kratu widać kolejny dziedziniec. Tu widać wiele pielgrzymów, którzy odpoczywają siedząc w cieniu, dzieci bawią się strasząc gołębie usiłujące napić się wody. Jedna ze ścian dziedzińca zwieńczona jest urwiskiem skalnym. Groty nie widać. Dopiero większe skupisko ludzi i wiele par butów przed podwójnymi drzwiami świadczą, że to tu jest wejście prowadzące do niej.

Lewe drzwi dla kobiet, prawe dla mężczyzn. Biorę chłopców i po zdjęciu butów wchodzimy po dywanach przez wąskie wejście gdzie każdy musi się pokłonić do wnętrza. Sama grota oddzielona jest od pielgrzymów szybą przez którą widać jakby ocembrowanie i dalej ciągnącą się pustkę w skale. Przez grotę płynie strumień, woda z niego ma mieć właściwości uzdrawiające. Są kraniki i miseczki, z których można się jej napić.

Po dłuższej chwili wychodzimy zaglądając do meczetu obok. Tłum mężczyzn głośno recytuje modlitwę. To kolejne miejsce w Urfa, gdzie modlitwy nie kończą się i nie zaczynają - trwają cały czas. Po wyjściu z meczetu mamy po lewej stronie urwisko skalne z zakosami kamiennych schodów. Zdobywamy twierdzę złego Nimroda. Z samej twierdzy niewiele zostało ale są dwie potężna kolumny, które wg. legendy miały służyć do zrobienia procy do wystrzelenia Abrahama. Nikt ich nie ruszył bo miało być to miejsce piekielne. Widoki na miasto piękne tylko widać obecnie wiele pustych miejsc, to ślady po całych kwartałach wyburzonych starych domów. Władze chcą zrobić w mieście porządek i domy zagrażające ich mieszkańcom są wyburzane. Sanli Urfa to chyba najszybciej rozbudowywane miasto w Turcji. Nigdzie nie widzieliśmy takiego boomu budowlanego.

Z twierdzy schodzimy krętym tunelem w murach i skałach zamczyska. Wychodzimy prosto na park, który mijamy bokiem by nie tracić czasu na przeciskanie się między pielgrzymami. Czeka nas jeszcze zwiedzenie miejsca niezwykłego. Takiego NAJ w historii cywilizacji...

Ciekawe czy mówi Wam coś nazwa: Gobekli Tepe? Nie? A powinna. To najstarsze miejsce kultu na Ziemi! Początki to ok. 9 (dziewięć) tysięcy lat przed naszą erą! Dla ułatwienia: na słynne Stonehenge trzeba poczekać jeszcze... 6 tysięcy lat! Co ciekawe, miejsce to powstało dzięki kulturze myśliwych i zbieraczy. Kiedy powstawało nikt nie siał, orał i nie prowadził osiadłego trybu życia co oczywiście sprzyja budowie miejsc kultu. Odkrycie to było wielkim przewrotem dla archeologii i historii. Badania zaczęły się raptem w... 1994 roku, a do dziś przebadano raptem z 6% terenu. Niezwykłe jest też to, że na potężnych kamieniach w kształcie litery T mamy płaskorzeźby! W innych takich miejscach, nawet znacznie młodszych, ograniczano się tylko do ustawiania kamieni!

Prace tu faktycznie trwają cały czas. Widać to po zdjęciach jakie można znaleźć w internecie. Co prawda nie sprzyjają one zwiedzaniu ponieważ ilość rusztowań, zabezpieczeń wykopów jest znacznie większa niż kilka lat temu zanim dokopano się w kilku miejscach na kilkanaście metrów w głąb ziemi ale i tak miejsce jest niezwykłe! Pełni wrażeń i trochę na ostatnich nogach wracamy do Sanli Urfa...

ZDJĘCIA:


Namrut Dagi - tak prawdopodobnie wyglądały tarasy przed trzęsieniem ziemi.


Jeszcze przed świtem.


...


...


W oczekiwaniu na słońce.


Lew odwrócony tyłem patrzy na szczyt,...


...,który zaczynają rozświetlać pierwsze promienie słońca.


Radość o wschodzie!


Szczyt zajaśniał.


Obiecana herbatka w kawiarence na parkingu.


Widok na królestwo Antiocha I.


Arsemeia - grota, z której w dół prowadzi...


...tajemniczy tunel kończący się wielką skalną komorą (grobową?).


Niżej płaskorzeźby na odwrocie których...


...są najstarsze w Anatolii inskrypcje greckie.


Król Antioch I ściska dłoń Heraklesowi.


Kolejny tunel mający ponad 150 metrów.


Most Septymiusza Severa.


...


Arsemeia - nowy zamek.


Karakus Tumulus - kurchan dla kobiet z królewskiego rodu.


...


Cała okolica pokryta jest polami bawełny uprawianymi przez cały rok...


...m.in. dzięki nawadnianiu powstałemu po wybudowaniu tamy im. Ataturka.


Dzisiejszy obiadek... mniam... mniam...


Sanli Urfa - meczet Halilur Rahman w parku Golbasi.


Przed meczetem staw ze świętymi rybami, z lewej sprzedawca karmy dla ryb.


Chłopcy zachwyceni!


W meczecie cały czas trwają modły.


...


Park Golbasi...


....można tu też popływać łodzią.


W zespole meczetów Dergah. Drewniane drzwi kryją wejście do Jaskini Narodzin Abrahama.


Wewnątrz jaskini.


Wyżej się nie da - na terenie twierdzy Nimroda.


Kolumny służące jako proca do wystrzelenia Abrahama w ogień.


Kręty jak korkociąg tunel, którym schodzimy do miasta.


Gobekli Tepe - najstarsze miejsce kultu na świecie.


Chłopcy zwiedzają "po swojemu".


Wykopaliska stale trwają.


Ma tu być nawet do...


...20 takich kamiennych kręgów!


Pylony są bogato rzeźbione głównie w postacie zwierząt.


Wracamy do miasta jak już zapada noc.

Nasz fotokast z Nemrut Dagi!

Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.

.:. POPRZEDNI DZIEŃ .:. fotoblog menu .:. NASTĘPNY DZIEŃ .:.







Dzień 16 - 14 X




Wyprawa
..:: Fotoblog - MENU ::..



..:: Strona główna wyprawy ::..



Poleć do Turcji!


Zobacz

Biuro Radcy ds. Kultury i Turystyki
Ambasady Turcji




Biuro Podróży WEZYR Holidays



Zamieszkaj w Turcji


TURCJA na Wikipedii

Warto przeczytać serwis:
TURCJA W SANDAŁACH