Strona GŁÓWNA
menu ŚWIAT


Wyprawy Małego Podróżnika: TURCJA - jesień 2012




Dzień 14 cz.1 - W balonie nad Kapadocją

Dzień się zaczął zanim się poprzedni na dobre nie skończył. Czwarta rano pobudka, sprawdzenie sprzętu foto, ubranie dzieci i opatulenie. Przenosimy się do recepcji skąd mamy widok na uliczki niżej hotelu. Główną co chwila przejeżdza pick-up lub terenówka z przyczepą, na której jest charakterystyczny kształt kosza i bulwa czaszy w pokrowcu. Po chwili więcej niż samochodów z balonami jest busików. Przyjeżdża i nasz.

Kobus Family? - Yes! - This is a set of Your fly cards. Dostajemy karty z informacją z jaką firmą lecimy i nazwiskiem pilota. Z tyłu obrazkowo wytłumaczone jest (jak w samolocie) zachowanie w balonie. Najważniejsze jest lądowanie. Nogi ugięte i NIE wystawiamy rąk poza kosz. W razie przewrócenia kosza ręka mogła by się dostać pod niego, a wtedy.... lepiej nie pisać.

Szczęśliwie rzadko tu zdarzają się warunki trudne lub nie lotne. W dolinach panuje cisza lub lekki ruch powietrza pozwalający na latanie o dwa-trzy metry od skalnych zerw. Lecimy z Atmosfer Ballons (atmosferballoons.com). W Kapadocji jest 10 firm baloniarskich mających ponad 150 balonów. Dla porównania w całej Polsce jest ok. 100 balonów!

Bus dowozi nas do... restauracji. Tu wskazują nam stolik należny do sektora danego pilota i zapraszają na śniadanie. Szwedzki stół, kawa, herbata i woda - proszę jeść by nikt nie poleciał głodny! My głównie karmimy chłopców, którzy z przejęcia lotowego mimo 5.30 rano są w olimpijskiej formie - to chyba działa adrenalina.

Pada wreszcie zaproszenie do busów, które zaparkowały równo przodem do restauracji. Prośba o znalezienie busa z nazwiskiem pilota - Buket Unger. OK! Wsiadamy i ruszamy w ciemność. Jedziemy polną drogą. Z lewej równoległą drogą jadą ze dwa busy. Za nami kolejne dwa. I nagle...

Na tle szarzejącego nieba widzimy trzy charakterystyczne kształty i strzały ognia palników. Wita nas pilot... nie - pilotka! Lecimy z jedną z 4 kobiet mających licencję pilota balonowego w Turcji! UKF-ka nadaje cały czas. Generalnie nie jesteśmy zainteresowani tym co na niebie bo właśnie zaczynamy wchodzenie do balonu. Kosz ma miejsce na 24 osoby. Obszerny i wygodny oraz oczywiście dla zachowania równowagi podzielony "płotkami" na sektory: pilota i cztery "kabiny". W naszej są jeszcze dwie eteryczne Japonki, czyli mamy luzik.

Ponieważ niedawno lataliśmy z Pawłem i Jolą (balloonsvoyage.pl) więc dla nas balon to nie nowina, ale dla wielu to niesamowite i największe dotychczas w życiu przeżycie. Tym bardziej, że jak już powłoka wznosi się nad nami to czas na szkolenie z zachowania podczas lądowania. Balon pełny coraz bardziej gorącego powietrza - kosz się unosi i zawisa tuż nad ziemią trzymany przez liny dowiązane do samochodu.

Czy wszystko OK? OK! Więc... w górę! Załoga naziemna zwalnia linę i szybko lecz łagodnie wznosimy się w górę. Jesteśmy jednym z pierwszych balonów w powietrzu. Pod nami dziesiątki balonów rozświetlanych palnikami. Kilka już w powietrzu jak nasz. Widok obłędny! Niektórzy startują z załomów dolin. Palniki syczą i dajemy ostro w górę na 400 metrów. Krajobraz bajeczny! Cieszymy się, że wystartowaliśmy jako jedni z pierwszych bo mamy teraz widok niezwykły! Po wczorajszym dżdżystym dniu balonów startuje chyba więcej niż normalnie o tej porze roku.

Koło nas balon Voyage i prawie możemy się częstować ciasteczkami z kosza do kosza. Nasz pilotka co chwilę sprawdza co pod nami bo przy tej ilości balonów w powietrzu możliwość wlecenia jednego na drugi jest duża. Jak już byliśmy wyyyyysooooooko dostaliśmy wykład z topografii terenu i informacje co gdzie widać.

Wkrótce obniżamy się znacznie poniżej żebra dzielącego dwie doliny. To najlepszy moment lotu. Powłoka balonu tuż przy skałach, kosz dosłownie prześlizguje się nad grzbiecikami i ostańcami lub mija je bokiem. Przy przeskakiwaniu nad żeberkiem skalnym chłopcy mogą sobie urwać z kosza miejscowe trawki. Po osiągnięciu sąsiedniej doliny spływamy w dół i lecimy nad Zelve. Nagle widzimy, że balony za nami będące wysoką zaczynają się złocić.

Na ziemi jeszcze szarość łamana kolorowymi czaszami balonów rozświetlonych palnikami. A my wznosimy się znowu na jakieś 400/500 metrów i mamy wcześniejszy wschód słońca niż ci co na ziemi. Balony na podobnej wysokości zalane złotym światłem wyglądają niezwykle malowniczo.

Znowu schodzimy niżej patrząc na balony jakby zaczepione o skały ze 30 metrów nad ziemią i na te, co ozłocone słońcem pokonują żebro dzielące doliny. Widać Goreme, Urgup, inne miejscowości i miejsca. Widoki porywające! Wkrótce obniżamy się i UKF-ka zagaduje częściej do nas - będziemy lądować i załoga naziemna potwierdza, że nas widzi. Wylecieliśmy z gór na płaskowyż je otaczający.

Widzimy już kilka balonów, które wylądowały i załogi naziemne krzątające się wokół. Jesteśmy z boku drogi i wiatr znosi nas bardzo delikatnie na środek drogi. Niestety mamy też przeszkody, drzewo oraz słupy z linią telefoniczną. Lekkie pyknięcie palnikiem i łpiemy potrzebne 4 metry wyżej. Mamy już prawie pobocze drogi, balon obniża się widać cień kosza na jezdni. Trzy, dwa, jeden metr dotknięcie brzegu asfaltu i ponownie całkiem delikatnie jak na taką masę osiadamy dokładnie na pasach rozdzielających jezdnie!

Doskakuje ekipa z ekipy naziemnej dociążając sobą balon. Tymczasem z piskiem wykręca samochód z lawetą i staje obok balonu. Lekkie pyknięcie palnikiem i ekipa naziemna unosi balon i stawia go na lawecie i zabezpiecza linami. Ponieważ stoimy na środku drogi samochód kilkadziesiąt metrów jedzie drogą do miejsca gdzie jest maksymalnie szerokie pobocze. Miejsce dobre, wiatr kładzie powłokę idealnie wzdłuż jezdni. Otwarcie spadochronu by szybko pozbyć się gorącego powietrza, powłoka spływa wzdłuż jezdni, można wysiadać.

Wyskakuję pierwszy robić zdjęcia, za mną chłopcy sprawnie jak wiewiórki. Sześć osób z załogi naziemnej składa powłokę, kolejna osoba rozstawia stolik na którym pojawiają się kieliszki, szampan i sok wiśniowy. Gratulujemy naszej pilotce pięknego lotu, strzela szampan. Po toaście wręczanie pamiątkowych dyplomów i można siadać do busika, który odwiezie nas hotelu... Trudno dać wiarę ale jest dopiero ósma, a dzień dostarczył nam już tyle atrakcji. A to jeszcze nie koniec! Po śniadaniu w hotelu i zgraniu zdjęć ruszamy na dalszą eksplorację Kapadocji... To już w następnej relacji...

Acha! Zawsze przy lotach balonem nad Kapadocją dochodzi się do kwestii ceny i że taki lot kosztuje strasznie drogo (ok. 150 euro). Można powiedzieć, że tak, jest drogo, ale to co otrzymujemy w zamian jest warte zainwestowanych pieniędzy. Wydatek boli tylko do momentu oderwania się balonu od ziemi! Zobaczcie sobie zresztą oszołomskie cenniki lotów widokowych samolotem w Polsce - pół godziny za 500 zł bez transferu z/do hotelu, śniadania i szampana na koniec. Jeżeli planujecie pobyt w Kapadocji i macie wątpliwości czy warto lecieć to powiemy Wam: WARTO!

ZDJĘCIA:


Czwarta rano... Są takie godziny?


Widok na dojeździe do naszego miejsca startu.


Grzejemy powłoki na potęgę.


Już w koszu.


Ktoś już wystartował, na razie widać tylko sylwetki balonów.


Ostre podgrzanie i...


...załoga naziemna zaraz puści liny i...


...nagle jesteśmy...


...wysoko ponad innymi balonami!


Inni już też pną się do góry...


....a widoki!


Najpiękniejszy podobno tłok w powietrzu!


Niekiedy kosze prawie ocierają się o skały...


...innym razem mamy widok na całą okolicę.


Balony rozkwitły w krajobrazie jak pustynia po deszczu.


Niektórzy jeszcze na ziemi.


Nasi sąsiedzi...


...


...


Trudno wszystkich zliczyć, a na zdjęciu tylko mała część.


...


No i teraz...


...trochę zdjęć nas...


....czyli...


Mały Podróżnik nad Kapadocją!


...


Lecimy nad Zelve Open Air Museum - będziemy tam po południu.


Tu dopiero widać skalę wielkości dolin.
Balon jest ogromny, a przy wielkości skalnych ścian...


Nasza pilotka Buket Unger tryska humorem ale nie ma się co dziwić.
Warunki do latania mamy fantastyczne i wszyscy są szczęśliwi!


...


Lecisz w prawo? TAK! To ja w lewo....


Mamy wschód słońca, a na ziemi jeszcze ciemno.


Wielokolorowe balony słońce jakby pokryło złotem.


Powoli wszyscy się zniżają nad płaskowyżem - czas na lądowanie.


My celujemy na środek drogi - jeszcze metr....


....udało się! Podjeżdża samochód...


Zjeżdżamy na bok po postawieniu kosza na lawecie
i kładziemy powłokę wzdłuż drogi.


Czas wysiadać bo...


...strzelają korki szampana!


Wisienka też pyszna!


Na koniec pamiątkowe dyplomy.


A niektórzy jeszcze w powietrzu, ale takie logo na balonie zobowiązuje!


Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.

.:. POPRZEDNI DZIEŃ .:. fotoblog menu .:. DZIEŃ 14 cz.2 .:.







Dzień 14 cz. 1 - 12 X




Wyprawa
..:: Fotoblog - MENU ::..



..:: Strona główna wyprawy ::..



Poleć do Turcji!


Zobacz

Biuro Radcy ds. Kultury i Turystyki
Ambasady Turcji




Biuro Podróży WEZYR Holidays



Zamieszkaj w Turcji


TURCJA na Wikipedii

Warto przeczytać serwis:
TURCJA W SANDAŁACH