Uwaga! Strona jeszcze przed konwersją na nowy serwer!
menu: ŚWIAT


Wyprawy Małego Podróżnika: TURCJA - jesień 2012




Dzień 3 - Ognie Chimery nadal płoną

Koguty nie dały spać. Pobudka była fantastyczna tylko trochę za wczesna. Chłopcy nasz Kadir's Tree House nazwali "Planeta Zemsta Kur". Nie wiem za co się miały mścić bo przecież każdy je dokarmia. Jednym z bohaterów był "Wyłupiasty" - kolorowy, duży kogut. Były też kurki z opierzonymi łapkami. Generalnie była to bezczelna banda, która opanowała cały teren. My z zemsty na śniadanie zjedliśmy z 10 jajek...

Kadir's Tree House jest genialny. Taka krzyżówka komuny hippi ze sqotem i osadą cyganów w dolinie potoku. Tym co lubią gwiazdki na hotelowym szyldzie w ilości nie mniejszej niż cztery odradzamy, ale tym wszystkim, którzy szukają oryginalności w naszym zunifikowanym świecie gorąco polecamy. My od przejścia bramy hostelu poczuliśmy jak opada jeszcze dolotowe napięcie i nagle wszytko zaczęło być proste i łatwe (ziela żadnego nie paliliśmy).

Po śniadanku spakowaliśmy rzeczy i zostawiliśmy przy recepcji. Wyszliśmy na drogę i poczłapaliśmy w kierunku morza ku ruinom starożytnego Olympos. Najpierw wita nas kasa i po chwili z biletami idziemy ku widocznym wśród drzew murkom. Pisz wymaluj i fotografuj antyki. Antyki w krajobrazie. Towarzyszy nam wyschnięte koryto rzeki, która ku naszemu zdumieniu dawniej (II w.p.n.e.) była wypełniona wodą i pływały po niej statki! Teraz ostatnie może ze 400 metrów jest wypełnione wodą ale i tak do morza nie wpłyniemy nawet kajakiem bo odgradza nas kamienna łacha czyli plaża.

Olympos zniszczyli Rzymianie w 78 r.p.n.e., później się rozmyślili i odbudowali ale znowu popadło w zapomnienie. Reszty zniszczenia dokonały drzewa rozsadzając korzeniami budowle. Ale teraz widać pracę archeologów tureckich i Olympos znowu pnie się ku górze. Mury są odnawiane, roślinność usuwana. Z bardziej ciekawych detali architektonicznych na miłośników czekają dwa grobowce z II wieku z płaskorzeźbą Afrodyty i modelem statku.

Plaża genialna! Na prawo widać ruiny dochodzące do plaży i grupę skał wyrastających z morza gdzie można się wspinać i skakać do wody, a drzewa dają ożywczy cień przed południem. Gdy pójdziemy w lewo przejdziemy przez grotę i mamy szeroką plażę z drobnymi kamykami pełną słońca. Baja! Siedzimy sobie, chłopcy budują molo z kamieni i badyli i nagle słyszymy potężne grzmoty. Albo Ognie Chimery eksplodują albo burza. Chyba jednak to drugie ponieważ słońce schowało się za chmurami. Postanawiamy wracać po bagaże do hostelu i jechać do ogni.

Dzisiejszy dzień okazał się dniem pod dolmuszem czyli tutejszym busem jeżdżącym na krótkich trasach. Jechaliśmy dziś pięcioma plus jeden genialny autostop! Gdyby zresztą nie autostop zaliczylibyśmy jeszcze ze dwa dolmusze. No ale kiedy udało się wyjechać na główną drogę pojawił się problem jak dostać się na początek szlaku do Ogni Chimery. Niby mamy GPS i mamy tam zaznaczone Ognie Chimery ale kiedy staliśmy na głównej drodze zatrzymali się Szwajcarzy, którzy mieszkali w Cirali i byli już 5 razy przy Ogniach więc mogą nas zawieźć. Jesteśmy wdzięczni bo droga, którą jedziemy to ok. 7 km serpentyn. Iść z bagażami dramat, dolmusz może ale kiedy,... i jeszcze dwa km z miasteczka do właściwego podejścia... koszmar!

Ale zostaliśmy podrzuceni pod samo wejście i po zostawieniu bagaży przy kiosku z piciem i lodami pakujemy do góry. Będzie z kilometr i ponad 300 metrów do góry. Kiedy sie zbliżaliśmy wyjąłem GPS i... okazało się, że zbliżamy się do... głownej drogi, z której zjechaliśmy 9 km do wejścia na szlak! Można zejść z góry od głównej drogi i wrócić do niej. No ale teraz jesteśmy mądrzy bo autor Lonely Planet chyba nie był nigdy pod Chimera Flames bo nie napisał gdzie dokładnie są poza przepisaniem ble...ble...ble... z ulotek, że ognie płoną na stoku góry... Tak czy inaczej jesteśmy już specjalistami od tego terenu.

A Ognie Chimery? Pięknie płoną! I nie dajcie się nabrać na wycieczkę nocą. Naszym zdaniem lepiej tu być po południu. Wspinaczka oferuje piękne widoki, a ognie płoną tak jasno, że nie trzeba wcale nocy! Ognie Chimery zajmują sporą skalistą polanę gdzie z nyży skalnych wydostaje się gaz, który płonie pięknym czerwonym płomieniem. Chyba 5 takich nyży jest najbardzziej imponująca, ale są i takie gdzie w głębi tli się mały płomieniek. Są i takie, które po osmaleniu skał świadczą o dawnej aktywności, a teraz nie palą się chociaż... Warto rzucić zapałkę... można się zdziwić...

A ta Chimera to niby kto? A taki potwór: łeb lwa, ciało kozła, ogon węża i jeszcze zieje ogniem. A czy zżera dziwice jak nasz krakowski smoko zboczeniec? Tego nie wiadomo, ale taka Chimera musiała znaleźć odpowiednik szewczyka. Był to Bellerofont, który miał za towarzysza skrzydlatego konia Pegaza i pokonał bestię, która ginąc na swą wieczną pamiątkę zostawiła zagłębienia w ziemi jako pewnie ślady kopyt skąd do dziś wydostają się płomienie. Taka to bestyja była!

Zbiegamy w dół i kolejnym dolmuszem (po telefonie, że ktoś czeka na transport) wracamy na główną drogę by już po 2 minutach jechać kolejnym busem do Finike. Tu znów przesiadka ale mamy 15 minut by się napić przy stoliku w knajpce na Otogar (dworzec) i ruszamy dalej do Demre.

Demre to miejsce wypadowe do Myry i generalnie teren gdzie stąpał Św. Mikołaj biskup. Jutro zobaczymy kościół jego imienia i grób. A dziś urocza kolacja w pysznej tureckiej knajpce. Nie zważając na ciszę nocną po 22.00 ropętało się piekło! Burza niesamowita! Mamy 200 metrów obok hotelu piękny meczet więc się wybraliśmy porobić jego zdjęcia na tle piorunów ale nawet nie wyszliśmy z hotelu. Z nieba spadła ściana wody. Nie trwało to długo ale kto żyw uciekał, a sklepikarze ratowali towar wystawiony na zewnątrz. Przecież 22.00 to tu zwykła godzina i można dopiero zacząć żyć, a tu taki kataklizm... Byle jutro obudziło nas niebieskie niebo! Święty Mikołaju liczymy na Ciebie!

ZDJĘCIA:


Dzień Dobry Bardzo!


Śniadanie.


"Wyłupiasty" ze swoim stadem kur.


Wnętrze Hangar Bar w Kadir's Tree House.


Hostel budzi się do życia.


Czas opuścić to niezwykłe miejsce.


O takim piecyku do herbaty marzy mój tata.


W ruinach antycznego Olympos.


...


W rzece pojawiła się woda.


...


Antyczne grobowce...


...i murki...


Plaża!


...


Leceeeeeeeeeeeęęęęę!!!! PLUSK!


Nie ma jak melon w samo południe!


Nasza plaża w ujściu rzeki.


Żółwie.


Olympos cd....


I Olympos współczesne w postaci dziesiątek pensjonatów
i sklepików i restauracji i barów wzdłuż drogi.


W dolmuszu.


Łapiemy stopa fachowo - laska macha.


Akcja górska - do Ogni Chimery.


...


Niby wszystko powinno być spalone słońcem ale sosny zielone jak na wiosnę.


Wygląda jakby ktoś zostawił płonące ognisko.
A to Ognie Chimery!


Ten ogień....


...naprawdę nieźle grzeje!


...


...


...


Stasio bywa bardzo dynamiczny w górach!


Kolejny dolmusz.


Finike - przesiadka, picie i...


...odrabianie lekcji!


Mamy hotel w Demre! Chłopcy rzucili się do pomagania przy bagażach.


Gorąco polecamy tę restaurację niedaleko rynku w Demre!
Pyszne jedzenie! Ceny umiarkowane! I Św. Mikołaj jest!


A po kolacji odrabiamy lekcje.

Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.

.:. POPRZEDNI DZIEŃ .:. fotoblog menu .:. NASTĘPNY DZIEŃ .:.







Dzień 3 - 1 X




Wyprawa
..:: Fotoblog - MENU ::..



..:: Strona główna wyprawy ::..



Nasza książka!
W serii Mali Podróżnicy w Wielkim Świecie wydawanej przez National Geographic ukazała się książka o naszej Tureckiej wyprawie!



Obecnie jest jej nowa, uzupełniona wersja jako e-book w naszym sklepie NAMIB.pl!